„Jak być lekarzem i przeżyć”

 Świat lekarzy, jaki ujrzałam wyglądając razem z nimi przez okno tego zawodu, to dużo , bardzo dużo pacjentów. Bezpośrednich pacjentów wymagających leczenia, oczekujących na operacje, w trakcie operacji, po operacjach. Pośrednich pacjentów czyli ich rodziny – mężów, żon, ojców, matek, dzieci, wnucząt, dziadków, sióstr, braci, itd.

Pacjenci w salach pooperacyjnych, na blokach operacyjnych, korytarzach, poczekalniach, każdorazowo chcących i oczekujących od lekarza: pomocy, informacji, leczenia, wsparcia, rozmowy, czasu, cierpliwości, dobrej diagnozy, nadziei…..

Obraz uzupełniają inne osoby tworzące zespoły medyczne, z którymi lekarze współpracują, ponieważ inaczej nie byliby w stanie wykonywać swoich zadań. Mam na myśli przełożonych (dyrektorów, ordynatorów), innych lekarzy specjalistów, rezydentów, stażystów, studentów medycyny, pielęgniarki, instrumentariuszki.

Z jednej strony oczekiwania wobec lekarzy związane są z intelektem, ponieważ oczekiwana jest od nich duża wiedza i szybkość w dostępie do wiedzy. Bycia „na bieżąco” z wszelkimi nowościami w obszarze swojej dziedziny medycznej, sprawność w analitycznym myśleniu i holistycznym podejściu do pacjenta.

Z drugiej strony na lekarzach ciąży ogromna presja związana z umiejętnościami skutecznej i efektywnej komunikacji interpersonalnej, precyzyjnego przekazywania informacji, przekazywania bardzo skomplikowanej wiedzy językiem zrozumiałym dla pacjentów i ich rodzin.

Dodatkowym obciążeniem jest konieczność przekazywania pacjentom lub ich rodzinom bardzo trudnych informacji dotyczących stanu zdrowia, np. stanu terminalnego, zaprzestania leczenia, ponieważ stan zdrowia pacjenta nie rokuje szans na wyleczenie, czy też wreszcie konieczności przekazania rodzinie informacji o śmierci pacjenta.

Do tego nakładają się oczekiwania oraz potrzeby pacjentów, i ich rodzin, w obszarze wsparcia emocjonalnego w przeżywaniu przez nich ogromnego stresu, lęku i niepokoju związanego z pobytem w szpitalu.

Przedstawiona powyżej, część rzeczywistości zawodowej lekarzy w szpitalu, dotyczy środowiska w jakim lekarze wykonują swój zawód.

Drugą część obciążeń stanowią same obowiązki zawodowe lekarzy związane bardzo często, nie tylko z ogromnym wysiłkiem intelektualnym, ale również bardzo dużymi przeciążeniami fizycznymi. Ogromne przeciążenia fizyczne związane są z obowiązującym w szpitalach system dyżurów, prowadzeniem niejednokrotnie wielogodzinnych operacji wymagających bardzo dużej siły fizycznej, niewyspaniem, zaburzeniami snu, itp. Uzupełnieniem tego obrazu stanu psycho – fizycznego lekarzy są ogromne obciążenia psychiczne, pracy w stresie, pod presją czasu, w napięciu emocjonalnym oraz radzenia sobie ze świadomością, że jeden ruch skalpela podczas operacji, zmiana dawki leku lub pomyłka w diagnozie, może zdecydować o życiu bądź śmierci człowieka. Dla większości ludzi, jest rzeczą niewyobrażalną, lub niemożliwą do „pomieszczenia emocjonalnego”, świadomość że można przyczynić się do przeżycia lub śmierci człowieka.

Jak zatem możliwe jest funkcjonowanie, tak aby przeżyć i nadal wykonywać ten zawód?

Najczęściej obserwowanym przeze mnie mechanizmem radzenia sobie przez lekarzy z sytuacjami, które opisałam powyżej jest zawężenie postrzegania pacjenta do „przypadku”. Taki sposób redukowania pacjenta, żywej i czującej istoty doświadczającej ogromnego lęku – i jednocześnie oddającej się z pełnym zaufaniem w ręce lekarza – do jednostki chorobowej, którą należy wyleczyć, pozwala na nieangażowanie się emocjonalne. Nieprzeżywanie i odcinanie się emocjonalnie, niejednokrotnie jest jedynym sposobem, aby lekarz mógł wykonać operację czy zalecić bolesny zabieg, trudną, nieprzyjemną rekonwalescencję. Dotkliwych konsekwencji takiego sposobu radzenia sobie przez lekarzy doświadczają w tej sytuacji pacjenci, niejednokrotnie skarżący się na przedmiotowe traktowanie przez lekarzy.

Drugim, sposobem radzenia sobie z ogromnymi przeciążeniami w pracy przez lekarzy jest „odcięcie się emocjonalne”. W większości przypadków, lekarze „redukują” wtedy siebie do intelektu oraz obszaru fizyczności. Co oznacza, że kiedy pytałam, jak sobie radzą z ogromnym stresem, przeciążeniami emocjonalnymi, napięciem i niepokojem, lekarze odpowiadali: „Jak, to co? Idę operować, bo wtedy koncentruję się na operacji, i przestaję myśleć, stresować, itp.”. Oczywiście, chętnie uprawiają sporty, jednak takie, podczas uprawiania których można się zmęczyć lub jakikolwiek inny wysiłek fizyczny umożliwiający redukcję napięcia poprzez wydatek energetyczny, aż do zmęczenia.

W relacjach z pacjentami bardzo często nie mówią wprost, nie nazywają rzeczy takimi jakimi są, nie mówią wszystkiego, tak aby uniknąć kontaktu z lękiem, niepokojem, cierpieniem pacjentów.

W odniesieniu do teorii Gestalt, najczęściej stosowane mechanizmy unikania kontaktuto: defleksja i retrofleksja. Oczywiście, aby ww. mechanizmy mogły zaistnieć, niezbędna jest introjekcja. Dla przypomnienia defleksja to mechanizm polegający na unikaniu autentycznego kontaktu, nie poruszaniu trudnych/obecnych w relacji tematów, pomijaniu tego, co najistotniejsze, podtrzymywaniu jedynie powierzchownego kontaktu, rozpraszanie kontaktu i energii; retroflekcja polega na tłumieniu emocji w sobie, nie ujawnianiu siebie, powstrzymywaniu się, również przed działaniem/wyrażaniem.

W omawianych sytuacjach, istotna jest również introjekcja rozumiana w teorii Gestalt jako przyjmowanie bez sprawdzenia cudzych poglądów, postaw, nakazów, zakazów. Podczas studiów medycznych przyszłym lekarzom introjektowane są przekazy dotyczące poleganiu jedynie na wiedzy i intelekcie, konieczności radzenia sobie samemu z każdą sytuacją i zakazie okazywania słabości.

W kontaktach ze współpracownikami w szpitalu, lekarzami i pielęgniarkami, najczęściej stosowanymi mechanizmami obronnymi stosowanymi przez lekarzy są: niedomówienia, mówienie skrótami myślowymi, oczekiwanie domyślania się, czego potrzebuje/oczekuje od innych.

W teorii Gestalt są to najczęściej 3 mechanizmy unikania kontaktu: defleksja i retrofleksja omawiane wcześniej oraz dodatkowo projekcja polegająca na zaprzeczeniu występujących uczuć, pragnień i potrzeb oraz przypisywaniu ich innym ludziom, mówieniu „Ty” zamiast „Ja” oraz przypisywaniu innym ludziom odpowiedzialności za swoje emocje i zachowanie.

Kończąc swoje rozważania na temat bycia lekarzem, i związanymi z tym obciążeniami, zastanawiam się jakie są możliwości wspierania lekarzy w obszarze aktywności zawodowej, tak aby nie pozbawiając ich całkowicie mechanizmów obronnych niezbędnych do skutecznego funkcjonowania, wesprzeć ich i zmniejszyć ich obciążenia i przeciążenia w pracy.

Pomocnym wydają mi się warsztaty z psychoedukacji, mające między innymi na celu zwiększenie uważności lekarzy na siebie, swoje emocje i ciało. Tak, aby świadomie szukali i stosowali, możliwie najlepsze dla siebie, formy wsparcia dla ciała i sfery emocjonalności.

Kolejną propozycją są warsztaty i szkolenia umożliwiające podnoszenia poziomu umiejętności w obszarze: komunikacji interpersonalnej, asertywności, radzenia sobie ze stresem oraz konstruktywnego rozwiązywania konfliktów.

Wreszcie stworzenie systemu systematycznych spotkań superwizyjnych dla lekarzy, bądź to w formie grup Balinta, bądź grup superwizyjnych lub intrawizyjnych, umożliwiających lekarzom zajęcie się z jednej strony trudnymi sytuacjami emocjalnymi i merytorycznymi z pacjentami, z drugiej strony odreagowanie trudnych sytuacji w gronie kolegów i koleżanek oraz uzyskanie wsparcia.

Artykuł zamieszczony został w czasopiśmie „Gestalt” : http://www.gestalt.pl/czasopismo.html

 

 

StronaPlus StronaPlus